***
Link :: 12.03.2009 :: 13:10
Bogu to jednak pisze niesamowite scenariusze...
Komentuj (8)
***Link :: 03.02.2009 :: 12:30
Ostatniego styczniowego, sobotniego wieczoru wsiadłam w autobus
i pokonując blisko 11 km w 40 minut dotarłam (powiedzmy sobie szczerze) na przedmieścia stolicy Małopolski.
Jaki był mój cel? Otóż... spotkanie z wcześniej wspominanym już Panem P. jak Przeszłość. Spotkanie niełatwe, o czym wiedziałam już w momencie jego ustalania. Ku mojemu zaskoczeniu między nami pojawił się szampan, a następnie wino... Fakt, trochę to ułatwiło, ale niemniej jednak i tak było ciężko.
Wypaliliśmy dwa papierosy. Nigdy nie sądziłam, że doczekam takiej chwili.
A jednak.
Wróciłam do domu nad ranem, przed siódmą. Z uczuciem lekkiego kaca i głową pełną różnorodnych myśli.
Co było powodem spotkania? Chciałam z przeszłości uczynić teraźniejszość, ale nie przyszłość. Niestety szybko i brutalnie zostało mi to wyperswadowane. Zrobiłam... zrobiliśmy za to mały krok w przyszłość, co z kolei spowodowało chęć, a raczej potrzebę kolejnego spotkania... którego Ty, nie planowałeś.
I tak nie ma ani teraźniejszości, ani przyjaciela...
PS. Zmieniłam login. Inaczej ciężko byłoby mi się przełamać,
by pisać tutaj całkowicie szczerze i w zgodzie z samą sobą.
Prawdę mówiąc, wolałam poprzedni, ale cóż począć...
Komentuj (9)
***Link :: 31.01.2009 :: 00:30
To tutaj miał być mój azyl.
To tutaj miałam mieć możliwość wygadania się, ot tak - po prostu.
Jeśli znów tu przybędziesz, jeśli to przeczytasz... mam nadzieję, że poczujesz się głupio.
Komentuj (1)
***Link :: 28.01.2009 :: 19:50
Tak, tak, tak.
Długo, a może i bardzo długo mnie tutaj nie było.
Cóż mam na swoją obronę? Fakt, że postanowiłam skończyć sesję nim ona na dobre się zacznie... i w sumie (nie zapeszając) jestem na dobrej drodze. Mianowicie, przy dobrych wiatrach, 6 lutego (czyli w 4 dni po rozpoczęciu sesji) powinnam wraz ze swoimi 18 wpisami w indeksie, całkowicie ją zakończyć.
Tyle w kwestii formalnej, stricte przyziemnej...
Dziś środa, od dwóch tygodni środy były dla mnie wyjątkowo zabiegane, pełne zawirowań, intrygujące i inspirujące. Tegoż samego oczekiwałam także w dniu dzisiejszym... i niestety na owym oczekiwaniu się skończyło.
W związku z czym, tytułem zakończenia: zakochałam się w Geppert...
(ponownie)
"Nie jest źle, nie jest źle...
...jeszcze nie jeszcze, nie dziś, nie o tej porze."
Edyta Geppert "Nie jest źle"
Komentuj (2)
***Link :: 18.01.2009 :: 16:20
Wspólnie minęło Nam 731 dni = 63130477 sekund,
czyli najzwyczajniej dwa lata.
Z Panem P jak Przeszłość (i nie tylko) dzieli Ciebie/Nas 142 dni...
Teoretycznie powinnam się rozpływać ze szczęścia i miłości,
praktycznie jednak mój czas zajmuje mi coś zupełnie innego - rozważania, na temat tego, czego tak naprawdę chcę.
Mdli mnie już od zaciągania się moimi cienkimi, mentolowymi... jednak nie umiem się tego wyzbyć. Topię te moje cholerne myśli w cytrynowej herbacie Lipton, mimo, że to i tak nic nie pomaga.
"Pozwól mi spróbować jeszcze raz. Niepewność mą wyleczyć, wyleczyć mi.
Za pychę i kłamstwa, same nałogi,
za wszystko co związane z tym,
za świństwa duże i małe.
Za mą niewiarę - rozgrzesz mnie, no rozgrzesz mnie, no, no, no..."
Dziękuję za Twój wczorajszy telefon, chociaż tę noc i tak spędziłam z Nim...
Komentuj (6)
***Link :: 14.01.2009 :: 14:20
Środek tygodnia - środa, godzina 6:30 czekam na tramwaj na uczelnię.
Dostaję SMS od starego znajomego, więc postanawiam odpisać.
Brak wolnej pamięci w telefonie uniemożliwia mi jednak wysłanie odpowiedzi.
Zdobyłam się więc na porządki w skrzynce odbiorczej.
Tak oto wrócił wrzesień, wrócił październik... i zrobiło się żałośnie.
Pozbyłam się ponad 200kB zbędnych treści i uświadomiłam sobie, jak dzielnie walczyłeś - wolę Ciebie, wiesz?
Komentuj (9)
***Link :: 11.01.2009 :: 19:50
Minął tydzień - przywykłam.
Znowu, na swój sposób, akceptuję to miasto.
Muzyka, fotografia... ewentualnie fotografia i muzyka.
Oto klucz.
Aha, no i dwie prace zaliczeniowe spłodziłam... dzięki Bogu! ;)
Komentuj (1)
***Link :: 05.01.2009 :: 00:10
"Miasto, pasożycie, pieprzę cię nad życie!"
...branoc.
Komentuj (4)
***Link :: 03.01.2009 :: 21:40
I znów tu jestem.
Wczoraj, kiedy się pakowałam i wracałam do Krakowa, nie było chyba we mnie ani jednej pozytywnej emocji. Całą sobą nie chciałam tutaj wracać. I to nie to, że się czegoś obawiałam... po prostu to miasto, to nie jest mój świat.
Dopiero wieczorem, kiedy na naszych 50 metrach kwadratowych, postanowiliśmy urządzić wspólnego Sylwestra poczułam nić sympatii do tego miejsca. Swoją drogą... polecam Sylwestry w najbliższym gronie, nawet gdyby miały się odbywać w nocy z 2 na 3 stycznia :)
Czy zastanawialiście i wiecie już, gdzie dokładnie jest Wasze miejsce na ziemi?
Komentuj (9)
***Link :: 01.01.2009 :: 16:40
Niestety tym razem nie było fajerwerków, które tak bardzo lubię oglądać... było za to całe mnóstwo
frajerwerków.
Jako, że nie przepadam za sylwestrami postanowiłam pójść na łatwiznę - podporządkować się Jego sylwestrowej woli i... trafiliśmy na imprezę, gdzie pomijając kilka starszych osób, średnia wieku wynosiła 15-17 lat. O Słodki Boże! Jak to możliwe, że ci ludzie młodsi o te 3-7 lat to już całkiem inne pokolenie niż my - urodzeni w latach '80?
Nie wiem jak, ale chyba jednak całkiem możliwe. Piły bowiem jednego za drugim, po czym padały jeden po drugim. Nastoletnie niewiasty krzyczały jak najęte, przewracały się podczas tańca, wyprowadzały wzajemnie na świeże powietrze oraz (co mnie już totalnie załamało) rozstrzygały spory dotyczące kolejki do toalety przy pomocy swojego chłopaka lub kolegi - żenua, proszę Państwa.
W jakim świecie my żyjemy!
I pomyśleć, że 2 lata wstecz w tym samym miejscu odbywał się pozytywny Sylwester na całkiem fajnym poziomie...
Dopiero po północy wraz z Nim pojechaliśmy na poczciwą domówkę, na której odżyłam... Patrząc teraz na cały ten sylwestrowy wieczór myślę, że generalnie nie było aż tak źle, bo byłam z Nim. Jednak po raz kolejny nie wyleczyłam się ze swojej awersji do Sylwestrów.
A co mi przyniósł styczeń?
Noc i poranek pełen nerwów, bo uświadomiłam sobie jak bardzo dogoniły mnie terminy zaliczeń i egzaminów. Zastrzyki + kolejne leki, bo od ponad pół roku nie mogę sobie poradzić z moim gardłem. Brak papierosów i ochoty na nie, co akurat niesłychanie mnie cieszy.
Co jeszcze?
Nadzieję. Że sesja minie mi w miarę bezboleśnie... że wreszcie będę zdrowa... że odechciało mi się papierosów na długo lub na zawsze,
że...
Komentuj (5)
dodaj zobacz
vitreusszalonaheadlightswloczyslowka
2011
czerwiecmajkwiecieńmarzeclutystyczeń2010
2009
2008
©
niedziela
blog.pl
photo by
da